INSTYTUT ROLNICTWA I OGRODNICTWA

Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach

Echo Katolickie

Rolnictwo

2 marca 2022 r.

 


fot. ARCHIWUM
 

Rozmowa z prof. dr. hab. inż. Markiem Gugałą, dziekanem Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach Uniwersytetu Przyrodniczo- Humanistycznego w Siedlcach

W jakim punkcie jest w tej chwili polskie rolnictwo?

Moja ogólna ocena polskiego rolnictwa jest bardzo pozytywna. Na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat dokonało się w nim wiele zmian. Przede wszystkim nastąpiła jego modernizacja. Rolnicy wymienili bądź doposażyli swój park maszynowy, niczym dziś nieodbiegający od sprzętu, jakim dysponują farmerzy z Niemiec, Francji czy innych krajów starej Unii Europejskiej.

Jest widoczna specjalizacja produkcji. Uważam, że polscy rolnicy bardzo dobrze wykorzystali okres zarówno przed wejściem do struktur UE, jak i po 1 maja 2004 r.

Jakie kwestie niepokoją w tej chwili najbardziej?

Na pewno jest nieźle, jeśli chodzi o gospodarstwa specjalizujące się w produkcji mleka, drobiu czy pieczarek, chociaż przy ostatnich podwyżkach cen zbóż (pasz), nośników energii czy nawozów mogą pojawiać się okresowe problemy. Wiem o tym, ponieważ jestem nie tylko wykładowcą i naukowcem, ale czynnym rolnikiem. Niepokojącym zjawiskiem jest pogłębiający się upadek chowu polskiej trzody chlewnej. W latach 90 produkowaliśmy ponad 20 mln sztuk trzody rocznie i byliśmy jej eksporterem. Dziś produkcja wynosi ok. 10 mln sztuk i jesteśmy jej importerem. Przyczyną jest nie tylko wystąpienie w Polsce ASF, ale również brak opłacalności produkcji na określonym poziomie. Przy systematycznym wzroście cen środków do produkcji, ceny żywca od lat utrzymują się na bardzo niskim poziomie (4,5-5,5 zł za kg żywej wagi), co powoduje, że wielu hodowców się wycofuje. Trzeba też zwrócić uwagę, że ponad połowa obecnej produkcji to tzw. tucz nakładczy prowadzony przez koncerny międzynarodowe; w „tej układance” zadaniem rolnika jest obsługa stada za wyznaczoną stawkę i zagospodarowanie gnojowicy, co przy dużej koncentracji pogłowia staje się problematyczne i może w przyszłości być zagrożeniem dla środowiska naturalnego.

Podobna sytuacja jest w branży warzywniczej, gdzie ceny warzyw skupowanych przez zakłady przetwórcze nie zmieniły się od ponad 20 lat. Uważam więc, że polskie rolnictwo ma jeszcze przed sobą pewien potencjał rozwojowy, natomiast rolnictwo „starej dwunastki” osiągnęło szczyt swoich możliwości.

Jakie nowości przyniesie polskiemu rolnictwu Europejski Zielony Ład? Będziemy w stanie wdrożyć jego założenia?

W grudniu 2019 r. KE przedstawiła pakiet środków pn. Europejski Zielony Ład. Zgodnie z nimi do 2050 r. Europa ma stać się pierwszym neutralnym dla klimatu kontynentem. Jedna ze strategii Zielonego Ładu nosi nazwę „od pola do stołu”. Ma ona stawić czoła wyzwaniom związanym z zapewnieniem Europejczykom zdrowej, przystępnej cenowo i zrównoważonej żywności, uwzględniając przy tym godziwe zyski w łańcuchu żywnościowym i ochronę różnorodności biologicznej. Strategia ta zakłada ograniczenie stosowania pestycydów - planowane jest zmniejszenie ich całkowitej ilości o 50% do 2030 r. W Polsce średnio na wszystkie uprawy stosuje się 2,5 kg/ha, natomiast w UE średnio 3,5 kg/ha substancji aktywnych. Jednak należy pamiętać, że cztery państwa - Francja, Niemcy, Włochy i Hiszpania - stosują 65% zużycia środków ochrony w UE. W tym przypadku bardzo ważne jest, żeby w procesie negocjacji brać pod uwagę średnią unijną do wyznaczania progów, a nie średnią poszczególnych krajów. Jeżeli tak będzie, to polscy rolnicy i nasze produkty będą konkurencyjne dla farmerów z wielu krajów UE.

Drugim priorytetem strategii jest zmniejszenie zużycia składników odżywczych (ze szczególnym uwzględnieniem azotu i fosforu), ograniczenie o 20% ilości nawozów i takie ich stosowanie, aby ograniczyć straty składników pokarmowych o 50%, nie pogarszając żyzności gleby. To założenie jest jak najbardziej do spełnienia i nie przyniesie nam większych problemów. Trzeci priorytet to zwiększenie udziału rolnictwa ekologicznego. KE opracowała kompleksowy plan działań ekologicznych dla UE, który zakłada, że do 2030 r. rolnictwem ekologicznym zostanie objętych 25% gruntów rolnych. Obecnie, według różnych danych, w Polsce mamy ok. 4-5% gospodarstw ekologicznych. W mojej opinii w tak krótkim czasie ten priorytet jest nie do spełnienia. Ponadto rolnicy, którzy zdecydują się na zmianę systemu gospodarowania na ekologiczny, powinni otrzymać znaczące wsparcie w postaci dotacji, w innym przypadku będą mało konkurencyjni na rynku.

Produkty rolne z polskich pól mają swoją renomę w Europie, nawet te nieuprawiane pod szyldem „ekologiczne”. Nie ma obaw, że wprowadzenie Zielonego Ładu może przynieść więcej szkody niż pożytku?

Dlatego jestem za tym, by stawiać na tzw. produkcję integrowaną. W 2014 r. UE wprowadziła zasady integrowanej produkcji roślinnej. „Stosować tak dużo przemysłowych środków ochrony roślin, jak to jest konieczne, i tak mało, jak to możliwe” - to pewna filozofia. Zarówno rolnicy, jak i ci, którzy będą uczestniczyć w procesie doradzania, tworząc całe otoczenie gospodarcze rolnictwa, powinni być dobrze przygotowani do swego zawodu. Stawiamy zatem na wykształcenie. Tutaj kłania się rola uczelni, także naszej, by absolwenci odpowiedzialnie stosowali technologie. W ramach wydziału zajmujemy się m.in. rzepakiem, ziemniakiem. Badamy produkt finalny, tj. nasiona rzepaku i bulwy ziemniaka pod kątem pozostałości pestycydów. Okazuje się, że przy tych technologiach, które wypracowujemy naukowo, żywność mamy bezpieczną. Całkowite przejście na rolnictwo ekologiczne może spowodować wzrost cen żywności, co jest niebezpieczne szczególnie w krajach rozwijających się, a takim krajem jest Polska.

Czy nie jest za wcześnie na zachwyty nad programem, który - mówił o tym minister rolnictwa w jednym z wywiadów - nie był konsultowany ani z naukowcami, ani rolnikami; co więcej - może doprowadzić wiele dobrze prosperujących gospodarstw do upadku?

Trzeba mieć bardzo dużo rozwagi, a przede wszystkim fachowej wiedzy, żeby precyzyjnie ocenić sytuację oraz wszystkie „za” i „przeciw”. Po to jest środowisko naukowców, aby być głosem doradczym, służyć wypracowaniu optymalnych rozwiązań. W 2021 r. Uniwersytet Przyrodniczo-Humanistyczny w Siedlcach wspólnie z Wageningen University & Research centre w Niderlandach prowadził projekt dotyczący wpływu wprowadzenia strategii Europejskiego Zielonego Ładu. Myślę, że polscy rolnicy przy obiektywnym podejściu UE do tej strategii nie powinni stracić, a mogą nawet zyskać, szczególnie mniejsze gospodarstwa rodzinne. W mojej opinii strategia „Od pola do stołu” spowoduje wzrost kosztów produkcji niektórych roślin uprawnych przy jednoczesnym spadku dochodów rolnika, co wpłynie na wzrost cen żywności - szczególnie w sytuacji braku dodatkowego finansowania z budżetu UE.

Orientuje się Pan, co na temat Zielonego Ładu mówią sami rolnicy?

Spotykam się z rolnikami i doradcami zarówno na szkoleniach, jak i zupełnie prywatnie, i rozmawiamy na ten temat, starając się wyjaśniać te zagadnienia. Wiele osób pyta: co będzie? Stracimy czy nie? Zawsze podkreślam, że wszystko zależy, w jaki sposób będziemy wyliczać zawarte w strategii Zielony Ład parametry dotyczące zmian. Jeśli będziemy liczyć średnio dla Europy, daje to polskim rolnikom jeszcze większe szanse funkcjonowania na rynku.

Te tematy poruszamy też podczas zajęć ze studentami naszego wydziału, a są oni, jak uważam, dobrymi ambasadorami wiedzy w swoim środowisku. Podobnie uczniowie szkół rolniczych, z którymi współpracujemy w ramach umów partnerskich. Uważam, że jedną z misji nauki jest obiektywne przedstawianie rzeczywistości zgodnie z posiadaną wiedzą. Z politykami bywa różnie. Mają oni tendencję do przejaskrawiania, a czasem nawet zaklinania rzeczywistości.

Dziękuję za rozmowę.

W najnowszym wydaniu Echa Katolickiego ukazał się wywiad z Panią prof. dr hab. Wandą Wadas z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa. Redaktor Monika Lipińska rozmawiała z Panią Profesor o wartości odżywczej, uprawie i możliwościach kulinarnego wykorzystania mikrowarzyw.

Zapraszamy do przeczytania. Mikrowarzywa – trend nowy i zdrowy. Echo Katolickie nr 4, 27 stycznia – 2 lutego 2022r., str. 28.

https://www.echokatolickie.pl/index.php?str=100&id=20126&idd=9 (dostęp 03-02-2022)

 Tekst dostępny cyfrowo poniżej.prof. dr hab. Wanda Wadas z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa, nagłówek artykułu mikrowarzywa

Pani Profesor, czym są mikrowarzywa i co wspólnego mają z warzywami?

Mikrowarzywa, tzw. microgreens, to młode rośliny warzyw, które mają w pełni wykształcone liścienie i rozwijające się liście, zatem jest to młodociana faza roślin, inaczej mówiąc - siewki. Od warzyw różni mikrowarzywa krótki okres uprawy - zbierane są najczęściej już po dwóch tygodniach odsiewu. W przeciwieństwie do warzyw - uprawiane są w niewielkiej liści podłoża. Mikrowarzywa charakteryzują się dużą koncentracją składników odżywczych.

Jest ona od kilku do kilkudziesięciu razy większa w porównaniu z warzywami w pełni wyrośniętymi. Możemy zatem powiedzieć, że to swego rodzaju superfood: zawierają ważne dla naszego organizmu związki bioaktywne, prozdrowotne, mające duże znaczenie w profilaktyce współczesnych chorób cywilizacyjnych, jak choroby układu krążenia, przewodu pokarmowego, otyłość, cukrzyca czy nowotwory.

Na pierwszy rzut oka mikrowarzywa można jednak mylić z kiełkami…

Od kiełków i młodych liści, tzw. babyleaf, mikrowarzywa różnią się fazą wzrostu roślin w czasie zbioru i sposobem uprawy.

Kiełki to najwcześniejsze stadium rozwojowe roślin - skiełkowane nasiona, które spożywamy w całości, tzn. kiełek wraz z nasieniem. Kiełki produkowane sąw środowisku wodnym, a więc nie wymagają żadnego podłoża. Duża wilgotność w połączeniu z wysoką temperaturą, jaka jest w naszych mieszkaniach, stwarzają duże niebezpieczeństwo zanieczyszczenia mikrobiologicznego kiełków. Przygotowanie kiełków w warunkach domowych wymaga zachowania ścisłej higieny, czystości mikrobiologicznej. Z kolei babyleaf to rośliny większe niż mikrowarzywa - mają kilka liści i 8-10 cm wysokości. Najczęściej jest to sałata. Dodam, że mikrowarzyw nie należy mylić z miniwarzywami, np.babycarrot - mała marchewka czy baby corn - mała kukurydza cukrowa. Warzywa typu Baby są małe, ale mają wszystkie cechy tradycyjnie uprawianych odmian.

Kiedy zaczęła się moda na mikrowarzywa?

Ich uprawa została zapoczątkowana pod koniec lat 80 w San Francisco w Kalifornii. Uprawiane są jako dodatek do wykwintnych potraw, głównie na potrzeby restauracji, przez wyspecjalizowane gospodarstwa, a czasami bezpośrednio w restauracjach. Ostatnio widać zainteresowanie ich uprawą amatorską, w warunkach domowych, ponieważ jest ona łatwa, nie wymaga dużej ilości podłoża ani dużo pracy, a ponadto otrzymujemy produkt bardziej bezpieczny pod względem mikrobiologicznym niż kiełki, o wyrazistym smaku, o dużej różnorodności barw, co daje więcej możliwości kulinarnego ich wykorzystania.

Jakie roślinymożna uprawiać na mikrowarzywa?

Prawie wszystkie warzywa o jadalnych liściach, których nasiona kiełkują szybko i równomiernie, i które szybko rosną - tak, że po dwóch tygodniach od siewu są gotowe do zbioru. Nadają się do tego warzywa liściowe: sałata, szpinak, cykoria, rukola, rzeżucha ogrodowa, koper włoski i ogrodowy, burak liściowy, ale także burak ćwikłowy i rzodkiewka, a z warzyw kapustnych - jarmuż, brokuł, kalarepa, czerwona kapusta. Za najbardziej wartościowe mikrowarzywa uważane są czerwona kapusta i rzodkiewka. Mówimy tutaj o mikrowarzywach, ale w tej formie możemy również uprawiać zioła czy inne rośliny np. jęczmień, nasturcję.

Czy nasiona do wysiewu mikrowarzyw to te same nasiona, jakie kupujemy w torebkach przed uprawą ogródka?

Najlepiej zaopatrzyć się w nasiona specjalnie do tego przeznaczone, co zaznaczone jest na torebce napisem „microgreens” albo „mikrolistki”. Chodzi o to, by były to nasiona niezaprawiane, jak w przypadku nasion, które wysiewamy do gruntu, i mające dużą zdolność kiełkowania. Takie warunki spełniają nasiona przeznaczone na kiełki, dlatego można wysiewać je na mikrowarzywa, jeśli nie uda nam się kupić nasion „microgreens”.

Mam wolny parapet i chęć, by wyhodować na nim coś dla zdrowia… Jak się za to wziąć?

Mikrowarzywa potrzebują niewielkiej ilości podłoża - wystarczy 2-, 3-centymetrowa warstwa. Wykorzystujemy podłoże stosowane do wysiewu nasion i produkcji rozsady albo tzw. uniwersalną ziemię ogrodniczą. To samo podłoże można wykorzystać nawet trzy razy, o ile nie pojawi się na nim pleśń. Ziemię wsypujemy do płytkiego pojemnika o głębokości ok. 5 cm; może to być taca, kuweta czy specjalny pojemnik do uprawy microgreens oferowany w zestawie z nasionami. Jeśli chcemy mieć zróżnicowane „plony”, w jednym pojemniku możemy wysiać obok siebie kilka gatunków. Najlepiej sprawdzą się warzywa o podobnej długości okresu kiełkowania nasion i zbliżonym tempie wzrostu, np. warzywa kapustne. Nasiona wysiewa się dość gęsto, ale nie za gęsto.

Po wysiewie nasion ustawiamy je w ciepłym i widnym miejscu. Żeby zapewnić odpowiednią wilgotność podłoża do szybkich wschodów, w początkowym okresie po wysianiu nasion możemy pojemnik przykryć folią. Należy ją zdjąć, kiedy tylko nasiona zaczną kiełkować. Nie należy dopuści do przesuszenia podłoża. Młode rośliny lepiej jest zraszać, używając spryskiwacza, niż podlewać. Dzięki temu nie tylko nie wymywamy podłoża, ale też unikamy nadmiernej wilgotności, która sprzyja rozwojowi chorób i pojawianiu się pleśni. Nie należy dopuścić do przesuszenia podłoża.

Kiedy roślinki gotowe są do zbioru, najczęściej już po upływie dwóch tygodni od siewu, ścinamy je tuż przy podłożu.

Na mikrowarzywa mówi się często „warzywne konfetti”. Czy te młode roślinki mają już swój smak?

W smaku przypominają warzywa, które spożywamy w pełni wyrośnięte. Doceniają go koneserzy, podkreślając, że mikrowarzywa są bardzo delikatne i niesłychanie soczyste. Stosowane są jako dodatek do kanapek, surówek, przystawek, zup, dań głównych, deserów, napojów. Wykorzystuje się również ich walory dekoracyjne, estetyczne. Na pewno „warzywne konfetti” stanowi skoncentrowane źródło składników odżywczych i prozdrowotnych, o czym warto pamiętać, nie tylko dla uzupełnienia niedoboru witamin i składników mineralnych, zwłaszcza zimą czy wczesną wiosną, ale także dla zmniejszenia ryzyka współczesnych chorób cywilizacyjnych.

Propaguje Pani mikrowarzywa w ramach wydziałowej kampanii pod hasłem:Jakość żywności od producenta do konsumenta”. Nowy trend żywieniowy przyjmie się w Polsce?

Oczywiście, wymaga tylko większej promocji, bo wiedza na ten temat jest jeszcze niewielka, i dostępności nasion. Nie wszystkie sklepy ogrodnicze mają w swoje ofercie nasiona do uprawy microgreens. Jeszcze nie wszyscy właściciele takich sklepów wiedzą, co to takiego „mikrogreens”.

Dziękuję za rozmowę.

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

Echo Katolickie

 

Rolnictwo

3 listopada 2021 r.

Soja rośnie w Polsce

Zdjęcie nasion i strąka soi
fot. PIXABAY.COM
 
 

Rozmowa z prof. UPH dr hab. Katarzyną Rymuzą z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach.

O możliwości uprawy danego gatunku decydują głównie warunki klimatyczne. Soja jest rośliną ciepłolubną; w naszym klimacie to temperatura jest głównym czynnikiem warunkującym jej prawidłowy rozwój i wysokie plony. Dynamikę rozwoju powierzchni uprawy soi mogą spowalniać takie czynniki, jak błędy w agrotechnice czy niedostateczna liczba punktów skupu nasion. Choć nastąpiła znacząca poprawa zarówno w technologii uprawy, jak i w organizacji zbytu nasion, zmiany te mogą być jeszcze niewystarczające.

Uprawy pochodzącej z Azji soi podejmowane są współcześnie nawet w krajach, gdzie wcześniej nie było takich tradycji. Co decyduje o atrakcyjności soi jako rośliny uprawnej?

Soja to jedna z najważniejszych rośli uprawnych na świecie - pod względem powierzchni uprawy zajmuje czwarte miejsce. Stanowi pokarm dla ludzi i zwierząt. Związane jest to z jej składem chemicznym. 100 g nasion soi zawiera ok. 365 g białka oraz 200 g tłuszczu. Te dwa składniki determinują dwukierunkowość obecnego wykorzystania nasion soi: produkcję oleju sojowego oraz śruty poekstrakcyjnej. Wysoka zawartość białka o bardzo dobrej jakości pozwala na wytwarzanie z nasion soi produktów zastępujących mięso czy mleko, dzięki czemu cenią ją weganie i wegetarianie. Nasiona soi bogate są ponadto w składniki mineralne i witaminy oraz substancje prozdrowotne, dlatego znajdują zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym i kosmetycznym.

Soja jest również bardzo dobrą rośliną przedplonową, co wynika z jej korzystnego wpływu na żyzność i strukturę gleby. Głęboki i rozwinięty system korzeniowy drenuje glebę i pobiera z głębszych warstw wypłukany potas i azot. Uwalnia też i pobiera związany chemicznie z minerałami, niedostępny dla innych roślin fosfor. Dzięki wiązaniu azotu na drodze symbiozy z bakteriami brodawkowymi rośliny soi mogą pozostawiać w glebie od 50 do 100 kgN/ha dla roślin następczych.

Jaką drogę musiała przejść soja, by trafić na polskie pola?

Soja do Europy trafiła w XIX w. z Chin, gdzie uprawiana jest od ponad 4 tys. lat. W Polsce zainteresowanie nią ma 150-letnią historię. Pierwsze próby uprawy tej rośliny podjęto w 1878 r. Uprawa 19 chińskich odmian niedostosowanych do naszych warunków klimatycznych zakończyła się niepowodzeniem. Sukcesu nie przyniosła również hodowla i uprawa tej rośliny w okresie międzywojennym. Zbyt długi okres wegetacji wyhodowanych odmian sprawiał, że rośliny nie dojrzewały. Dopiero kompleksowe badania na rzecz hodowli zapoczątkowane w latach 70 ub.w. doprowadziły do uzyskania odmian charakteryzujących się odpowiednią wczesnością i zadowalającym plonem. Przełomem w hodowli soi było wyselekcjonowanie w latach 80 XX w. odmiany Progres, a w latach 90 trzech następnych odmian, które zostały wpisane do Krajowego Rejestru Odmian. Do 2012 r. powierzchnia uprawy soi w Polsce była niewielka i wynosiła ok. 300 ha, co spowodowane było m.in. dostępnością importowanej śruty sojowej, brakiem rynkowej struktury w zakresie obrotu nasion czy błędami agrotechnicznymi. Istotny wzrost areału uprawy soi nastąpił w 2012 r. kiedy obsiano tym gatunkiem ponad 2 tys. ha.

Mówi się jednak, że rozwój powierzchni tych upraw nie następuje dynamicznie. Dlaczego?

W okresie od 2010 do 2019 r. powierzchnia uprawy soi w Polsce zwiększyła się ponad 30-krotnie, produkcja krajowa nasion 15-krotnie, a plony z hektara wzrosły o 37%. W 2020 r. soję uprawiano na 21 tys. ha.

O możliwości uprawy danego gatunku decydują głównie warunki klimatyczne. Soja jest rośliną ciepłolubną; w naszym klimacie to temperatura jest głównym czynnikiem warunkującym jej prawidłowy rozwój i wysokie plony. Dynamikę rozwoju powierzchni uprawy soi mogą spowalniać takie czynniki, jak błędy w agrotechnice czy niedostateczna liczba punktów skupu nasion. Choć nastąpiła znacząca poprawa zarówno w technologii uprawy, jak i w organizacji zbytu nasion, zmiany te mogą być jeszcze niewystarczające. Soja jest rośliną „nową”, do uprawy której rolnicy jeszcze się nie przekonali. Podobną sytuację kilkadziesiąt lat temu można było zaobserwować w przypadku kukurydzy, która była traktowana jak egzotyczna ciekawostka, a obecnie jest uprawiana w całej Polsce.

Gdzie w naszym kraju soja „udaje się” najlepiej i dlaczego?

Centralny Ośrodek Badań Odmian Roślin Uprawnych (COBORU) wyróżnił w Polsce trzy regiony uprawy soi: południowy, centralny i północny. Rejon południowy jest najkorzystniejszy do uprawy tego gatunku ze względu na najdłuższy okres wegetacji, najwyższe sumy temperatur oraz odpowiedni poziom i rozkład opadów. Wyniki doświadczeń wskazują, że plon soi może się tam wahać od 3,4 do 5,0 t z ha. W rejonie centralnym przy odpowiedniej agrotechnice można osiągnąć porównywalne plony jak w rejonie południowym. Najmniej korzystnym do uprawy soi jest rejon północny o najkrótszym okresie wegetacji. Tutaj soja plonuje na poziomie od 1,1 t do 3,6 t/ha.

Jeżeli chodzi o rejon Siedlec i Białej Podlaskiej, to z danych ARiMR wynika, że w latach 2020-2021 znacznie więcej soi uprawiano w powiecie bialskim - średnio 45 ha, niż siedleckim, przy średniej ok. 10 ha. Największy areał uprawy tej rośliny odnotowano w gminach pow. bialskiego: Janów Podlaski, Kodeń, Drelów i Sosnówka. W pow. siedleckim soję uprawiano w gminach: Suchożebry, Skórzec, Mordy, Kotuń, Wodynie, Mokobody i Zbuczyn.

Polscy rolnicy są w stanie ze swoim produktem przebić się na rodzimym rynku, konkurując z surowcem sprowadzanym np. z Ameryki Płn.?

Import soi i produktów jej przetwórstwa związany jest z tym, że stanowią one podstawowe źródło białka roślinnego w żywieniu zwierząt. Rosnące ceny na rynku światowym sprawiają, że kraje UE, w tym Polska, dążą do uniezależnienia się od importu o co najmniej 50%. Inną przyczyną takich decyzji jest fakt, że znaczna większość przywożonego surowca pochodzi z upraw modyfikowanych genetycznie. Ze względu na przeprowadzoną w 2019 r. w UE weryfikację przepisów dotyczących stosowania roślin GMO zwiększanie powierzchni uprawy roślin strączkowych, w tym soi, opartych na niemodyfikowanych genetycznie odmianach staje się uzasadnione i podnosi konkurencyjność europejskiego produktu. O konkurencyjności produkcji decyduje przede wszystkim jej opłacalność. Soja na tle innych upraw nie wymaga większych nakładów kosztowych. Ma małe potrzeby nawozowe, praktycznie nie wymaga chemicznej ochrony przed chorobami i szkodnikami oraz korzystnie wpływa na plony rośliny następczej. Opłacalność produkcji podnoszą też dopłaty. Uprawiając soję, można starać się o dopłaty z tytułu jednolitej płatności obszarowej, płatności do uprawy roślin strączkowych uprawianych na nasiona, płatności do materiału siewnego oraz płatności za zazielenienie. W Polsce produkcja soi może odgrywać w przyszłości podobne znaczenie jak obecnie produkcja kukurydzy na nasiona. Ze względu na klimat nie jest ona najważniejszym zbożem, ale jest powszechnie uprawiana. Tak samo w najbliższej przyszłości soja najprawdopodobniej nie stanie się najważniejszą rośliną strączkową, lecz zwiększy się jej udział w dostarczaniu rodzimego białka roślinnego.

Czy zagadnienia badawcze związane z uprawą soi budzą zainteresowanie i są podejmowane przez studentów kierunków rolniczych UPH?

Badania - doświadczenia polowe i laboratoryjne - prowadzone były w Instytucie Rolnictwa i Ogrodnictwa już w 2004 r. Celem ostatnio realizowanych było określenie możliwości uprawy w rejonie Siedlec trzech niemodyfikowanych odmian: Abeliny, Merlin i SG Anser, w zależności od różnych czynników agrotechnicznych. Podjęte zostały również badania, których głównym celem było określenie m.in. ile azotu z atmosfery zakumulowały rośliny soi i ile azotu wprowadzono do gleby w postaci resztek pożniwnych. Wyniki te opublikowano w renomowanych czasopismach zagranicznych. Badania te cieszą się zainteresowaniem studentów, którzy aktywnie w nich uczestniczą i na ich podstawie przygotowują prace dyplomowe na różnych stopniach kształcenia. Aspekty uprawy soi omawiane są także na zajęciach dla studentów kierunków: rolnictwo oraz agroleśnictwo prowadzonych w naszym instytucie.

Dziękuję za rozmowę.

   

 

prof. dr hab. Cezarego Tkaczuka z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach

 

                   

 

Panią prof. dr hab. Wandę Wadas, pracownika Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach

 

Miło nam poinformować, że decyzją z dnia 30 sierpnia 2021 roku, Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, powołał Pana prof. dr hab. Cezarego Tkaczuka z Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach, w skład Rady Naukowej Instytutu Ochrony Roślin-Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu na czteroletnią kadencję (2021-2025).

Ponadto decyzją Ministra Edukacji i Nauki prof. dr hab. Cezary Tkaczuk  został członkiem zespołu doradczego do spraw oceny wniosków o przyznanie stypendiów ministra właściwego do spraw szkolnictwa wyższego i nauki dla studentów i wybitnych młodych naukowców.

 

Z przyjemnością informujemy, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi powołał Panią prof. dr hab. Wandę Wadas, pracownika Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach, w skład Rady Naukowej Instytutu Ogrodnictwa – Państwowego Instytutu Badawczego w Skierniewicach, na okres od 30 września 2021 roku do 30 września 2025 roku.

  Zdicie 1   273180897 240673224811718 4759527988479148740 n
   Pan Minister Edukacji i Nauki - Przemysław Czarnek na podstawie art. 30 ust. 5 pkt 2 ustawy z dnia 30 kwietnia 2010 r. o instytutach badawczych (Dz.U. 2020 poz. 1383 oraz z 2021 r. poz. 1192), powołał z dniem 1 stycznia 2022, prof. dr hab. inż. Marka Gugałę - Dziekana Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach do Rady Naukowej Instytutu Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa - Państwowego Instytutu Badawczego w Puławach.    Z przyjemnością informujemy, że w dniu 30 grudnia 2021 roku, dyrektor Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych powołał Pana dr hab. Jacka Sosnowskiego, prof. uczelni, Dyrektora Instytutu Rolnictwa i Ogrodnictwa Wydziału Agrobioinżynierii i Nauk o Zwierzętach, na członka Komisji ds. rejestracji odmian roślin pastewnych - kadencja 2022-2025. Będzie to druga kadencja Pana Profesora w tym gremium.